wtorek, 8 lutego 2011

der schwarze Obelisk

Wczorajszy spacer po Piotrkowskiej zaowocował dwoma skarbami przyniesionymi do domu. Do kuchni i nie tylko.


Pierwszy skarb - świeża bazylia (do Asiołka - jeśli to czytasz, to tak, przepraszam, Twoja bazylia padła, ale pozostała cudna doniczka:).
Drugi skarb - "Der schwarze Obelisk" Remarque'a w ramach odkrywania na nowo ukochanych książek, tym razem po niemiecku. Swoją drogą, zawsze kiedy przyniosę już upolowaną w antykwariacie książkę (pozdrowienia dla Myszy i Ludzi), przeglądam i wącham jej pożółkłe strony, to zastanawia mnie, jak długą drogę musiała ona przejść, żeby trafić do moich rąk.
Odnaleziony wczoraj "Czarny obelisk" został wydany w 1956 roku. Jego podróż z Berlina lat 50. do Łodzi roku 2011 musiała być fascynująca. Szkoda, że mogę sobie tylko wyobrażać kto i gdzie czytał go przede mną. Chociaż może to i lepiej. Bo w rzeczywistości podróż oprawionego w beż Remarque'a mogła być o wiele bardziej prozaiczna, niż mi się wydaje ;)

1 komentarz:

  1. ale mi narobiłaś ochoty na świeżą bazylię... :)

    OdpowiedzUsuń