niedziela, 13 listopada 2011

Pina

Wreszcie obejrzałam Pinę. To, że Wenders jest wielki, wiedziałam zawsze. Niebo nad Berlinem to jeden z moich ulubionych filmów, nie tylko jego, ale w ogóle. Wenders ma doskonałe wyczucie dźwięku i obrazu. I to było widać u niego zawsze. Aczkolwiek jeden z jego ostatnich obrazów - Palermo Shooting bardzo mnie rozczarował. Wiedziałam, że z Piną będzie inaczej. Jeszcze zanim obejrzałam ten film, wiedziałam że Wenders stworzył arcydzieło. Ale do kina i tak szłam z pewną obawą. Wyszłam oczarowana. Przede wszystkim kameralnością i intymnością tego filmu. Spodziewałam się widowiskowego dzieła, natomiast Wenders stworzył wyciszony, a przez to niezwykle mocny, swoisty hołd dla wielkiej tancerki i choreografki Piny Bausch.

O Pinie nie wiem zbyt wiele, ale jej choreografia zachwyciła mnie już dawno, kiedy obejrzałam Porozmawiaj z nią Almodóvara. Magia po prostu. To niesamowite, jak można zapanować nad ciałem, jak można je poczuć i jak wiele można poprzez nie przekazać.


W filmie każdy jeden ruch tancerzy zachwyca. W ich tańcu kryje się namiętność, nienawiść, pasja. Zachwyca też przestrzeń. Wenders wybrał jako tło dla choreografii Piny niezwykłą scenerię. Ulice Wuppertalu (po tym filmie obiecuję sobie, że kiedyś tam pojadę! i przejadę się tą podwieszaną koleją!), puste lofty, piaszczyste skaliska.

Wenders pewnie stworzył w efekcie inne dzieło, niż planował. Pina zmarła w 2009 roku, kiedy rozpoczynali wspólnie pracę nad projektem. Ciężko powiedzieć, jaki film by powstał, gdyby Pina żyła. Lepszy? Gorszy? Pewnie inny i równie genialny. Ale Wendersowi udała się rzecz niezwykła. Nie stworzył biografii tej wielkiej artystki, ani też laurki dla niej. Jego film jest minimalistyczny, pada w nim bardzo niewiele słów. Tancerze Piny mówią o niej, patrząc do kamery. Te krótkie wypowiedzi wzruszają. Pokazują niezwykłą więź między tancerzami a ich mistrzynią.

Można by jeszcze wiele pisać o Pinie. Ale ten film trzeba po prostu zobaczyć, przeżyć. Cieszę się, że Wenders po raz kolejny udowadnia klasę i myślę sobie, że, mimo że Pina jest absolutnie genialna, to dzieło życia jeszcze przed nim.


Jedno zastrzeżenie na koniec - jeśli macie do wyboru kiepskie 3D lub jego brak, to darujcie sobie te śmieszne okularki i idźcie na normalny film:) Jak dla mnie 3D jest tu absolutnie zbędne, ale nie byłam w multipleksie, może tam efekt jest lepszy (inna sprawa, że generalnie nie jestem fanką 3D, więc może jestem nieobiektywna).

Tak więc same ochy i achy i nie będzie dziś o gotowaniu, wybaczcie ;)

1 komentarz: